Reformacja w Byczynie

Reformacja w Byczynie (1544)
Die Reformation in Pitschen (1544)

O.F. Glauer,Wie’s daheim einst war. Bilder aus der Vergangenheit der Stadt Pitschen von Otto Fritz Glauer,
Kreuzburg O.S., 1928.
Źródło: Opolska Biblioteka Cyfrowa

 

 

Dokument 1

Dokument 2

Dokument 3

Dokument 4

Dokument 5

Dokument 6

Dokument 7

Dokument 8

Dokument 9

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Kiedy w księstwie brzeskim nastąpiło luterańskie poruszenie, rządził książę Fryderyk II. Początkowo był on przeciwny ewangelickiej nauce w obawie, że przez jej dopuszczenie będzie handlował przeciwko Bogu i świętemu chrześcijańskiemu kościołowi.  Jednak już dwa lata później, w roku 1523, sam Fryderyk II „po otrzymaniu kilku nauk i zbadaniu Pisma” przeszedł do ewangelickiego kościoła i jeszcze w tym samym roku zezwolił głosić Słowo Boże wg Pisma. Po 10-u latach od tego momentu Brzeg jest całkowicie ewangelickim miastem.1

 

W Byczynie wprowadzenie reformacji nastąpiło 20 lat później. Dokładnego czasopunktu nie da się ustalić, zdania historyków na ten temat są różne: kilku opowiada się za rokiem 1533, inni za 1544 i jeszcze inni za 1556. Te wszystkie trzy prawdopodobne daty mają pewne uzasadnienia.

Za rokiem 1533 przemawia epitafium nagrobne pierwszego ewangelickiego duchownego Albertusa Opali z Byczyny. Wisi ono na południowej ścianie nawy bocznej naszego kościoła. Na ufundowanym przez synów Albertusa Opali epitafium podano czas jego działalności w Byczynie – 33 lata, a jako rok jego śmierci wpisano 1566. Zgodnie z tym ten pierwszy luterański duchowny objął tutaj swój urząd już w 1533 roku.

Rok 1544 zyskuje na wiarygodności przez to, że rzeczywiście do roku 1543 działał w Byczynie jako „plebanus” (to jest proboszcz), arcykapłan i kanonik z Brzegu katolicki duchowny Johannes Vloky.

I za trzecim stanowiskiem przemawia fakt, że byczyński kościół dopiero w 1556 roku mógł mieć ewangelickiego proboszcza, ponieważ rejon byczyńsko – kluczborski należał wprawdzie do Brzegu, ale do 1536 roku znajdował się w lennie książąt z Opola, więc wprowadzenie reformacji mogło u nas nastąpić o wiele później niż w pozostałych częściach księstwa Brzeg.

 

Mimo że w Byczynie rok wprowadzenia reformacji nie jest ustalony, to jednak jest pewne, że przyjęto ją jeszcze za życia Lutra. Wprawdzie nie znamy też towarzyszących temu okoliczności, lecz z pewnością możemy uznać, że również u nas przejście na wiarę ewangelicką przebiegało powoli i pokojowo, ponieważ żadne pismo, żaden dokument nie donosi o jakimś sporze ani gwałtownych reakcjach albo sprzeciwie wobec nowej nauki. W Byczynie, tak jak wszędzie, mogło wtedy panować ogólne niezadowolenie z niemożliwej do utrzymania na stałe kondycji kościoła, który posiadał ziemską moc i światowe bogactwo, ale już nie dawną moc ducha. Również w Byczynie rozsądni mieszkańcy nie pochwalali nadużyć związanych z odpustami, zwyrodnienia zakonników, zwłaszcza żebraczych i smutnych obyczajów, które zapanowały w klasztorach i na probostwach. I tak się stało, że konstrukcja tego wydawałoby się silnego kościoła średniowiecznego runęła jak domek z kart, kiedy Albertus Opala – reformator Byczyny- rozpoczął tutaj swoje dzieło.

Mogło tak być, że początkowo bez posiadania stanowiska duchownego był on aktywny prywatnie jako głosiciel reformacji po domach; mogło też tak być, że jako kapłan ostatniego katolickiego proboszcza Johannesa Vloky’ego przygotował to Ewangelium z łagodnością i bez użycia środków przymusu i po jego śmierci objął w posiadanie probostwo; mogło też być, że już odgórnie został jako reformator przez ewangelickiego księcia powołany do Byczyny i pod jego protekcją jako pierwszy ewangelicki proboszcz przez 33 lata tu rozwijał błogosławioną działalność – wystarczająco długo, by miasto Byczyna skłoniło się ku nowej nauce tak, jakby to było całkiem oczywiste. Stąd wiara ewangelicka wkrótce była tak powszechna i panująca, że o katolickim kościele nie mogło już być mowy.

Może początkowo tylko niewielu myślało o tym, że te kościelne nowinki, które się rozwijały nie przez noc lecz przez lata, oznaczają oderwanie się od starego kościoła, ponieważ stopniowo odstępowano od katolickich zwyczajów. Zanikło obnoszenie krzyża wokół kościoła i kropienie wodą święconą, zaniechano pojedynczych ceremonii związanych z kultem maryjnym, rozpoczęto zamiast mszy łacińskiej śpiewanie mszy po niemiecku, podawano ludowi kielich eucharystyczny – i tak upadło wszystko, co było przeciwne czystemu Słowu.

Szczególnie ważny dla naszego granicznego miasta Byczyny był fakt, że również ludność mówiąca po polsku przyjęła reformację, przez to różniła się ona od Polaków spoza granicy i w związku z tym pozostawała poza tamtejszymi politycznymi wpływami.

 

Po konwersji wnętrze Domu Bożego nie doznało żadnych zmian. Po dewastacji dokonanej przez husytów przez kolejne sto lat na nowo było ozdabiane ołtarzami, obrazami, statuami i epitafiami. Były one pieczołowicie pozostawione na swoim miejscu. Niestety, później po plądrowaniu po byczyńskiej bitwie i po zawierusze wojny trzydziestoletniej, może też przy renowacjach i przebudowach kościoła wiele starych dzieł sztuki zostało utraconych lub usuniętych. Aż do 1880 roku stały jeszcze na starym barokowym ołtarzu trzy drewniane figury: Panny Marii, Marii Magdaleny i biskupa Mikołaja. Musiały zostać usunięte podczas tej ostatniej dużej renowacji. Ale jedno wartościowe dzieło sztuki, którego powstanie i nabycie przypada na czas, kiedy protestantyzm w Byczynie zatriumfował, chcemy w tym miejscu wspomnieć.  Jest to ta duża drewniana figura ukrzyżowanego Chrystusa za ołtarzem na wschodniej ścianie pod oknem. Skutkiem barbarzyńskiego wywołania gwałtownych konfliktów zbrojnych doznała kilku uszkodzeń, ale jeszcze dzisiaj przez znawców sztuki uznawana jest za wybitne dzieło szczególnego rodzaju. Ta figura naturalnej wielkości w swoim krwawiącym naśladownictwie przypominająca Grünewalda należy niewątpliwie do najlepszych późnogotyckich dzieł sztuki na Śląsku. Pochodzi prawdopodobnie z krakowskiej szkoły będącej pod wpływem Norymbergii i mogła powstać około 1530 r.2

Około roku 1500 styl późnogotycki rozwinął się na ogromną skalę i też w kościele byczyńskim znalazł swój wyraz. Postać cierpiącego Syna Bożego i rysy twarzy jego spuszczonej głowy są uderzająco majestatyczne i uroczyste. Tam nie ma nic z lekka przesłodzonego stylu rzymskiego lub greckiego zachowanego w odlewach z brązu, które zazwyczaj często spotykamy w kościołach. Tu jest czysta sztuka ludowa, która nie zważa na gładkość figur i twarzy. Ale akurat w tej pierwotnej sile oddziaływania kryje się jej głęboki wyraz.

Nie znamy, niestety, nazwiska artysty, od którego pochodzi to dzieło. Nie wiemy również kiedy i jak kościół wszedł w jego posiadanie. Zresztą głowa tej figury od razu zaskakująco przypomina głowę Chrystusa w głównym dziele sławnego snycerza Veita Stoßa (Wita Stwosza – przyp. tłum.) w kościele św. Lorenza w Norymbergii. Skoro Wit Stwosz prawie przez dwadzieścia lat (1477-1496) przebywał w Krakowie, figura Chrystusa w naszym kościele św. Mikołaja mogła być stworzona przez jednego z jego krakowskich uczniów.

 

Półtora stulecia minęło! Nauka luterańska tak się rozpowszechniła i zapuściła na tyle mocne korzenie, że miasto było całkowicie ewangelickie. Wtedy w 1675 r. zmarł Georg Wilhelm – ostatni Piast (Jerzy Wilhelm legnicki – przyp. tłum.) i księstwo brzeskie przypadło jako bezpośrednia własność koronie habsburskiej. Ta zmiana władcy, to przyłączenie do państwa habsburskiego – dużego i potężnego tworu gospodarczego – na pewno owocnie wpływałoby na rozwój naszego miasta. Jednak przyjęcie wyznania protestanckiego postawiło Byczynę w opozycji względem tego katolickiego domu panującego. Dla cesarza była to „szlachetna dbałość, by w nowo przyjętych domach książęcych zostały wprowadzone praktyki religii katolickiej i ich rozwijanie  …  możliwie zawsze było kontynuowane”.

To postępowanie może było zrozumiałe z punktu widzenia cesarza, ale tak samo było zrozumiałe, że protestanci czuli się tym zagrożeni. Jednak na korzyść austriackiego rządu należy powiedzieć, że bynajmniej nie postępował pochopnie, jeśli chodzi o przemianę stosunków kościelnych w Byczynie: zostawił na stanowisku ewangelickiego duchownego Daniela Oppoliusa, który w chwili przejścia miasta pod  austriacki dom panujący władał byczyńskim probostwem; pozwolił, aby po jego zgonie (1679 r.) znów został wybrany ewangelicki proboszcz Johannes Cochlovius; czekał aż do jego śmierci zanim podjął kroki.

Kiedy mianowicie pastor Cochlovius zmarł dnia 27 marca 1694 r., magistrat natychmiast wybrał wrocławskiego pastora Samuela Springera, który tutaj wkrótce objął swoje stanowisko.Teraz jednak rząd zareagował. Dnia 6 maja 1694 r. przybyło z Brzegu do Byczyny dwóch cesarskich komisarzy, by zamknąć i zapieczętować ewangelicki kościół miejski. Dlatego że mieszkańcy Byczyny sprzeciwili się temu zamiarowi, komisarze, nie załatwiając sprawy, musieli się wycofać. Ponownie jednak przybyli po trzech tygodniach, a że również teraz napotkali na opór mieszkańców, poprosili o militarną pomoc z Brzegu. Dnia 30 maja (był to pierwszy dzień Świąt Zesłania Ducha Świętego) przybyło 100 żołnierzy do Byczyny. Byczynianie zamknęli bramy i wysłali na zewnątrz posłów, by z komisarzami prowadzili pertraktacje. Kiedy nic nie zdziałali, następnego dnia otwarto bramy. Cesarski podporucznik zabrał klucze do miasta, trzydziestoma żołnierzami obsadził wejście do kościoła i zapieczętował je.4 Kościół został zamknięty na trzy  miesiące i nabożeństwa musiały być odprawiane u św. Jadwigi i w Polanowicach.

W dniu 7 września zjawili się nowi cesarscy komisarze, przepędzili ewangelickiego duchownego Samuela Springera, ponownie otworzyli zapieczętowany kościół i nasadzili, opierając się na cesarskim prawie patronackim, pierwszego katolickiego duchownego Johannesa Vespera. Równocześnie odebrano ewangelikom kościół św. Jadwigi. Teraz nie było już w Byczynie żadnego ewangelickiego kościoła!

Naprzeciw ambony umieszczono obraz Panny Marii z napisem: „Bicinio affulsit fidei lux orta secundo Festo natalis virgo beata tui. Ut surgant cives Lutheri errore sepulti, auxilio praesta nostra patrona tuo.”5 Jakie były dalsze losy tego obrazu, nie udało się ustalić. Pastor Sassadius podaje, że nie pozostał w Byczynie.

Na ołtarzu postawiono statuę Panny Marii. Duchowny katolicki odprawiał swoje nabożeństwo w pustym kościele – w Byczynie nie było prawie żadnych katolików. Jednak rząd dbał o to, by katolicki duchowny też dostał katolicką gminę. A że mieszczaństwo mocno trwało w ewangelickiej wierze, rząd powoływał katolickich urzędników na zwalniające się stanowiska w radzie i w szkole. Po śmierci burmistrza Daniela Smiei w roku 1685 miasto zyskało swego pierwszego katolickiego burmistrza. Również kilku ustępujących radnych zostało zastąpionych katolikami, a w związku z tym, że wkrótce po zamknięciu i odebraniu kościoła zmarł też ostatni ewangelicki radny6, nie było już w całym mieście żadnego ewangelickiego urzędnika. Tak samo nauczyciele, którzy wszyscy byli ewangelickimi teologami, zostali zastąpieni przez katolików. I tak na miejscu powstała mała katolicka gmina, właściwie gmina urzędników. Z faktu, że w roku 1694 zmarło tylko czterech katolików wynika, że nie mogła być ona zbyt duża.

 

Stworzylibyśmy sobie fałszywy obraz życia w naszym mieście w owym czasie, gdybyśmy stosunki między ewangelickim mieszczaństwem z jednej strony a katolicką radą i katolickim proboszczem z drugiej uważali bez wyjątku za nienawistne. Na pewno mieszkańcy odczuwali jako niesprawiedliwość i samowolę to, że zostali wykluczeni z rady i byli rządzeni przez katolicką mniejszość, którą sprowadzono z daleka i która wcale nie znała byczyńskich stosunków oraz, niezależnie od miasta, najczęściej myślała o własnych korzyściach.  Ich siła i pewność siebie mocno przez to ucierpiały. Życie miejskie z powodu cesarskiego systemu urzędowania zyskało inny wymiar i dostąpiło niekłamanego upadku. Mimo to podczas urzędowania Johannesa Vespera nie dowiadujemy się o konfesjonalnych sporach w Byczynie. Mieszkańcy pogodzili się z nieuniknionym, dla świętego spokoju zgodzili się uznać katolickie porządki i po katolicku chrzcić swe dzieci, ale sami mocno trwali przy swej ewangelickiej wierze.

Bezwzględniej postępował następca Johannesa Vespera Carolus Patricius. Kazał on swojemu kapłanowi i żołnierzom przegonić ludzi, którzy w niedzielę przynieśli na targ towary i im je odebrać. Żądał, by położnica stawiła się w kościele z 15-16 osobami* i pobierał za to wysokie należności. Próbował wszelkimi sposobami znów przywrócić w Byczynie katolicyzm i założył spis tych osób, które wróciły do katolickiego kościoła, jednak zdobył tylko 11 nazwisk.

To twarde postępowanie nie sprzyjało utrzymaniu i popieraniu konfesjonalnego pokoju. Spowodowało raczej to, że szczególnie zagorzali ewangelicy całkowicie odrzucili tego księdza. Tak w roku 1703 Batholomäus Goy zgodnie ze swoją ostatnią wolą „sine crux et sine lux” (bez krzyża i światła), bez udziału duchownego cicho został pogrzebany. Wielu ewangelików nie odstraszały długie milowe drogi, by w jednym z pozostałych ewangelickich kościołów odbyć nabożeństwo. I to zostało im również zabronione. Przez brzeskie księstwo zostało wręcz nakazane, by „niekatolicy nie biegali do innych parafii, tylko każdy swój kościół ma pilnie nawiedzać.”

Podopieczni musieli mieć katolickich kuratorów, a kiedy to nie było całkowicie możliwe, musiał ten ewangelicki kurator podlegać katolickiemu opiekunowi.

W czasie świąt katolickich także w ewangelickich domach musiano odłożyć wszelkie prace i zajęcia. Również magistrat naciskany przez rząd zaostrzył swe postępowanie. Próbował np. gdy jakaś ława mięsna stała pusta, ulokować z zewnątrz katolickiego rzeźnika w tym całkowicie ewangelickim  cechu rzeźniczym.

Początkowo bardzo mała katolicka gmina teraz trochę się rozrosła. Według „Aktu o zamknięciu luterańskich kościołów” z roku 1706 miało być w Byczynie i okolicy ponad 400 dusz. Ta liczba jest na pewno zawyżona, bo katolicki autor poniekąd mówi pro domo (we własnej sprawie – przyp. tłum.) Stany brzeskiego księstwa mogły udowodnić, że w 6-u miastach tego kraju  było zaledwie 110 stałych katolickich mieszkańców.

 

Warunki w Byczynie stawały się coraz bardziej nieznośne i chociaż unikano otwartej wrogości, to dla byczyńskich ewangelików widoki na przyszłość były dość przygnębiające. Wtedy jednak przyszła dość niespodziewana odsiecz. Młody król Szwecji Karol XII w czasie wojny przeciwko Saksonii i Polsce wkroczył na Śląsk i zmusił króla w traktacie z Altranstädt z 22 sierpnia 1706 r.** do spełnienia obietnic danych ewangelikom podczas westfalskiego pokoju: wszystkie naciski na wiarę mają się skończyć i przejęte kościoły mają być zwrócone w ciągu sześciu miesięcy.

W związku z tym 4 grudnia 1707 r. zjawiła się w Byczynie brzeska komisja i zażądała od proboszcza Patriciusa kościelnych kluczy, które on, mimo protestów, w końcu wydał. Ewangelicy otrzymali więc z powrotem swój kościół, po czym, gdy przez 13 lat w Byczynie nie było ewangelickiego nabożeństwa, w noc Bożego Narodzenia w 1707 r. takie znów po raz pierwszy się odbyło.

 

W związku z tym, że katolicy też musieli oddać kościół św. Jadwigi początkowo odprawiali swoje nabożeństwa w górnych pomieszczeniach domu nr 60 na rynku.  Jeszcze przed 50-ciu laty*** na wysokości pierwszego piętra znajdowały się wnęki, w których wówczas stały święte obrazy. W dolnych pomieszczeniach mieszkał kurator. Po krótkim czasie dla katolickich nabożeństw została przystosowana sala ratusza. Teraz znów ewangeliccy mieszkańcy uznali to za ingerencję w ich prawa i z tego powodu pewna grupa zapaleńców dopuściła się do pożałowania godnych czynów. Zebrali się przed ratuszem, w którym akurat odbywało się nabożeństwo, przeszkadzali w świętym akcie i ściągnęli dzwon wiszący nad drzwiami. Za te wykroczenia zostali obłożeni dotkliwymi karami. Luterańska społeczność musiała wyłożyć 1000 talarów: wójt miasta – Matthias Goy – 200, mieszkańcy: Jacob Goy, Balthasar Biarowski i Johann Koza – po 100 i 26 innych tumultantów musiało uiścić resztę, tj. 500 talarów. Karą było również to, że od tego czasu wieczorami ten dzwon oznajmiał godzinę 9.00 (21.00 – przyp. tłum.). 7

[Częściowo]za ten mandat, a w sumie za 2000 talarów został wybudowany parafialny kościół katolicki i do tego dwa domy mieszkalne oraz został uporządkowany niezabudowany plac między Breslauer Straße (dziś ul. Kościelna – przyp. tłum.) i Deutschen Gasse (Niemieckim Zaułkiem – przyp. tłum.).

W roku 1712 budowa była zakończona. Teraz Byczyna miała dwa kościoły. Jako pierwszy duchowny przy katolickim kościele Trójcy Przenajświętszej funkcję sprawował Curatus (proboszcz – przyp. tłum.) Franz Josef Circius, jako pierwszy faworyzowany przez cesarza proboszcz przy kościele św. Mikołaja – pastor Samuel Sebaldus Sassadius.

 

Pod habsburską koroną między byczyńskimi wyznaniami dochodziło często do niesnasek. Najczęściej chodziło przy tym o ważność kościelnych ślubów bez cesarskiego konsensu, o nieusprawiedliwone chrzty, o kontrybucje w sprawie uposażenia, o podawanie kielicha eucharystycznego więźniom i skazanym, itp. Przy tym nie był to, jak Koelling podaje, spór dwóch równouprawnionych, władających tą samą bronią przeciwników, lecz kościołowi ewangelickiemu przypadała zawsze rola defensywna, a mianowicie obrona tępymi narzędziami przed wrogiem posługującym się bardzo ostrą bronią i cieszącym się ochroną rządu.

 

Spór między wyznaniami powoli wybrzmiewa i też nigdy w Byczynie, to trzeba powiedzieć, nie wystąpił w swojej najostrzejszej formie. Jest zrozumiałe, że im dłużej, tym coraz żywiej ewangelicka gmina Byczyny życzyła sobie tak nieprzyjaznego dla siebie końca cesarskiego panowania. Jednak też gmina katolicka, która niewątpliwie wolała słuchać władcy wyznającego tę samą wiarę niż protestanta, nie zawsze była zadowolona. Czuła na pewno, że obcy burmistrzowie i radni, którzy byli Austriakami lub Czechami, nie przynosili miastu błogosławieństwa. Utrzymanie władzy miejskiej stało się droższe, dochody zmalały, wydatki rosły. Członkowie rady będący ludźmi wykształconymi spodziewali się wyższych zarobków i próbowali je powiększyć dzięki różnym pobocznym interesom prowadzonym na koszt miasta. [Wcześniej] z wybitnymi członkami wybranymi z zarządu gminy miasta, którzy swoje stanowiska sprawowali obok pełnionych zawodów, może nawet honorowo, było stanowczo taniej. A zatem: po stronie ewangelickiej panowała głęboko zakorzeniona negacja a po katolickiej – tylko połowiczne przywiązanie do habsburskiego domu. Z tego powodu, gdy w 1740 r. ostatni męski potomek Rudolfa von Habsburga – cesarz Karol VI zamknął oczy, to Byczyna ledwie miała powód do rzeczywistej żałoby. I choć nad drzwiami ratusza lśnił napis: „Vivat, vivat Carolus VI” to ten hołd nie wykluczał, że werbel z Mollwitz**** znalazł radosny wydźwięk w Byczynie.

Dla miasta rok 1741 wyznaczał początek nowego czasu.

 

 Przypisy autora:

  1. Schoenborn, Historia miasta i księstwa Brzeg.
  2. Kellermann, Kościoły drewniane powiatu kluczborskiego.
  3. Pismo cesarza Leopolda I do biskupa z Wrocławia z dnia 27 czerwca 1677 r.
  4. wg Koellinga, Historia miasta Byczyny.
  5. „Dla miasta Byczyny wzeszło nowe światło wiary w drugie święto Twego urodzenia Najświętsza Dziewico. Wspieraj nas, nasza patronko, swoją pomocą, by mieszkańcy, którzy ulegli herezji Lutra, mogli się znów podnieść.”
  6. Sebastian Freier, 1677-1695, ultimus in senatu Lutheranus (ostatni luteranin w senacie).
  7. wg ustnego przekazu w XIX stuleciu służył jako dzwon alarmowy przed niebezpieczeństwem pożaru.

 

Przypisy tłumacza:

* wywód – zwyczaj polegający na wprowadzeniu do kościoła tygodniowego niemowlęcia

** Altranstädt [altrạnsztet],miejscowość w Niemczech (kraj związkowy Saksonia), k. Lipska. W 1706 w Altranstädt został zawarty traktat między Augustem II, jako elektorem saskim, a Karolem XII szwedzkim, na mocy którego
August II zrzekł się tronu polskiego na rzecz Stanisława Leszczyńskiego i zobowiązał do zerwania przymierza z carem Piotrem I Wielkim; 1709, po klęsce Szwedów pod Połtawą, August II wypowiedział traktat.
http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Altranstaedt;3868316.html

*** Autor odnosi się do I poł. XX w. Jego książka zostaje opublikowana w 1928 r.

**** bitwa pod Małujowicami o sukcesję austriacką podczas I wojny śląskiej

 

Tłumaczenie: Elżbieta Bereska
Opracowanie: Anna Bereska – Trybuś

 

          

 

 

Komentarze są wyłączone.